BIP
Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki
Pamiętnik kadeta

 

 

 

 

Z PAMIĘTNIKA KADETA

 

SZER. KADET KRZYSZTOF BERG, SZER. KADET KATARZYNA ZIENTARA

 

 

 

Cześć I

 

 

Początek służby przygotowawczej

 

 

 

Z początkiem lipca 2014 roku ponad dwustu studentów, zrezygnowawszy z wakacji spędzonych ze znajomymi czy możliwości dobrego wakacyjnego zarobku, zgłosiło się jako ochotnicy do Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu. W ramach służby przygotowawczej do Narodowych Sił Rezerwy będą nosić mundury przez kolejne trzy miesiące.

Wielu kandydatów, przez mijające się niekiedy z prawdą informacje z WKU, miało mylne wyobrażenia na temat służby przygotowawczej. Kadeci szybko jednak przekonali się, że nie mogą oczekiwać tego, co obiecano im w Komendach. Komendant OSP w lakonicznych żołnierskich słowach podczas apelu wyjaśnił istotę służby przygotowawczej – „Nie ma żadnej gwarancji, że po zakończonym szkoleniu zostaniecie żołnierzami zawodowymi, ale bez Narodowych Sił Rezerwowych nie ma na to najmniejszych szans!”

W dniu przyjęcia, czekając w kolejce poznałem Michała, studenta WAT-u na kierunku chemia. Wyglądał jak typowy pacyfista z lat 70, miał długie kręcone włosy i zapuszczoną brodę – po wizycie u fryzjera musiał się ponownie przedstawiać. Przyszedł tutaj, ze względu na zainteresowanie wojskiem, szczególnie militariami (po capstrzyku godzinami potrafi opowiadać o rekonstruowanej przez siebie epoce napoleońskiej) oraz ze względu na pewnego rodzaju niedosyt, który pojawił mu się po kwalifikacji wojskowej. Po otrzymaniu kat. zdrowia A został automatycznie zakwalifikowany jako zdolny do czynnej służby wojskowej w czasie pokoju i wojny. „Zawsze drzemało we mnie marzenie o służbie wojskowej, takie trochę irracjonalne, dziecięce. Jednak gdy przyszedł czas na decyzję o studiach ponownie się odrodziło – dlatego zdecydowałem się na naukę w WAT” – opowiadał podczas śniadania w dniu wcielenia, prawie nie ruszając zupy mlecznej (jest dwunasty dzień, wciąż ciężko mu się do niej przyzwyczaić).

 

 

 

Zbiorowy prysznic w dniu przyjęcia zrobił to na nas ogromne wrażenie – pierwszy raz poczuliśmy trud wojskowego życia. Od teraz mogliśmy nosić już tylko bieliznę wojskową i używać kosmetyków przekazanych nam prosto z magazynu. Baliśmy się, że podobnie będą wyglądać nasze łazienki w pododdziale  – na szczęście były tam jednoosobowe „normalne” prysznice znane nam z cywila. Co za ulga!

 

 

 

Wiedzę o życiu w koszarach Michał zdobywał oglądając popularny serial „Kawaleria Powietrzna”. Oczekiwał podobnego rygoru i przełożonych nieczułych na skargi podwładnych. Nasza kadra okazała się jednak inna – „może to takie współczesne, bezstresowe metody?” zastanawiał się. Porządek jest, wstajemy wcześniej, jednak być może ze względu na to, że jesteśmy ochotnikami przełożeni traktują nas bardziej jak sprzymierzeńców aniżeli wrogów, których trzeba złamać psychicznie - jak bywało dawniej. Spokój i opanowanie przełożonych oraz racjonalne argumenty równie skutecznie motywują do działania, a jednocześnie podnoszą autorytet dowódców, którzy szybko zyskali sobie szacunek wśród swoich podwładnych.

 

 

Po spędzonych dwunastu dniach Michał narzeka tylko na wykłady – zdecydowanie przeważają nad częścią praktyczną, czekamy z niecierpliwością na pierwsze wyjście na zajęcia na placu ćwiczeń taktycznych. Pewnym dyskomfortem jest czas, a w zasadzie jego brak lub nadmiar - nigdy nie wiadomo kiedy będzie najlepszy moment, by w spokoju iść do łazienki, bo może akurat będzie zbiórka i cały pluton będzie musiał czekać?

 

 

 

Co po służbie przygotowawczej? Zdecydowanie obecne pięciomiesięczne szkolenie Michał opisuje w kategoriach wyzwania dla swojego charakteru; nie wyklucza służby w wojsku, jednak dopiero po skończonych studiach i raczej jako specjalista w swojej dziedzinie. Kontrakt z NSR podpisze również dopiero uzyskaniu tytułu magistra, obawia się, że ćwiczenia rotacyjne wyznaczone na termin sesji mogłyby zakłócić tok studiowania.

 

 

 

Spośród uczelni wyższych zdecydowanie najliczniejszą grupą są studenci AON, prawie co drugi kadet jest jej słuchaczem, również Krzysztof - student zarządzania i dowodzenia. Ten niepozorny dwudziestolatek, od dzieciństwa miał do wyboru dwie drogi życiowe wytyczone mu przez rodzinę – zostać księdzem lub żołnierzem. „Za bardzo podobają mi się dziewczyny, dlatego już po gimnazjum zdecydowałem się na to drugie” mówił z uśmiechem. Swoje postanowienie realizował sumiennie zdobywając kolejne uprawnienia (m.in. skoczka spadochronowego) oraz kończąc kursy survivalu oraz zielonej i czarnej taktyki. W przybliżaniu się do swoich marzeń już od czterech lat pomaga mu Związek Strzelecki „Strzelec” OSW, gdzie zdobył stopień sierżanta.  „Po skończonej służbie jadę prosto do Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu na selekcję,    tam wojsko to nie praca – to styl życia”. Po kilkuminutowej rozmowie łatwo zorientować się,  że to miejsce dla niego – niektórzy są po prostu stworzeni, aby być dobrymi żołnierzami. Jak się łatwo zorientować NSR jest dla niego tylko przepustką do wojska, kolejnym punktem w jego bogatym CV i argumentem dla decydentów w czasie selekcji do Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu.

 

 

 

Służba przygotowawcza będzie dla wielu z nich z pewnością ciekawym początkiem przygody   z mundurem, a nie tylko krótkim etapem w życiu. Cześć z nich to pasjonaci wojska, którzy szybko odnajdą się w nowej rzeczywistości, a po służbie przygotowawczej i ćwiczeniach rotacyjnych NSR oraz ukończonych studiach w nowych jednostkach wojskowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 cz. II

Plac ćwiczeń zdobyty!

 

 

 

Doczekaliśmy się! Po dwóch tygodniach szkolenia z regulaminów i zasad życia w jednostce wyszliśmy na plac ćwiczeń taktycznych. Spodziewaliśmy się takich zajęć dopiero po przysiędze. A jednak! Nasi przełożeni pozwolili nam poznać nieco smak tej wyczerpującej strony żołnierskiego życia. Wielu z nas czekało przede wszystkim na to.

 

 

Dzień zajęć z taktyki był rzeczywiście wyjątkowy – zamiast zaprawy po porannej toalecie ubraliśmy się w mundury polowe i stanęliśmy w kolejce do magazynu broni, by pobrać swoje karabinki. Wyjście na poligon to jednak nie tylko mundur polowy i broń. Do naszego oporządzenia należy jeszcze hełm, maska przeciwgazowa oraz łopatka piechoty i płaszcz ochronny zawieszone na tak zwanych „szelkach” ściśle oplatających nasze ciała i skutecznie blokujących oddech pełną piersią. Już samo dopasowanie sprzętu było wyzwaniem, pierwsze próby były dość zabawne – w końcu większość z nas nigdy wcześniej nie miała styczności z takimi wynalazkami. Pomimo wszystkich problemów na twarzy każdego z kadetów mieniła się radość i zaciekawienie... przynajmniej przez pierwsze 15 minut marszu. Później, gdy lipcowe słońce przygrzało mocniej, tumany kurzu zaczęły osiadać na naszych spoconych twarzach, a mundury kleiły się do ciał. Plac ćwiczeń taktycznych nie jest daleko, jednak w takich warunkach sprzęt wydawał się potrajać swój ciężar.

 


 

Wyjście poza teren jednostki w mundurze ściąga wzrok ciekawskich kierowców drogi krajowej nr 61, z których część prawdopodobnie pierwszy raz widziała maszerujących żołnierzy. Obserwujący machają do nas lub przyjaźnie się uśmiechają. To przyjemne uczucie bycia obiektem zainteresowana, połączone ze świadomością misji jaką otrzymaliśmy od społeczeństwa, mobilizuje do dalszego wysiłku. W trakcie drogi pomaga nam śpiewanie – repertuar jest rozległy, jednak każdy pluton ma swój numer popisowy - najczęściej dzięki niemu można rozróżnić, który pododdział  nadchodzi. Wśród hitów króluje nieśmiertelna „Kalina – Malina”, „Serce w plecaku” oraz „Zwiadowca”.

 

 

 

Plac ćwiczeń taktycznych robi niesamowite wrażenie ze względu na zróżnicowane warunki terenowe. Pierwszym naszym zadaniem było wykopanie okopów. Rywalizacja była niezwykle zacięta, dodatkowo adrenalinę podnosiły wyrzucane co jakiś czas środki pozoracji pola walki. Najbardziej jednak czekaliśmy na możliwość wykonania pierwszych strzałów z naszych nowych karabinków typu BERYL. Dowódca rozdał nam po dwa ślepe naboje, powtórzył zasady bezpieczeństwa i polecił odpowiedzieć ogniem po wybuchu granatu hukowego, wcześniej przyjmując postawę strzelecką. Dla wielu z nas miał to być pierwszy strzał w życiu. Teoretyczne aspekty budowy broni i zasady strzelania mieliśmy już opanowane, teraz tylko ten jeden mały ruch palca wskazującego dzielił nas od grona wybrańców korzystających z tego wynalazku rusznikarskiego.

 

 

 

Nie uniknęliśmy problemów - niektóre z naszych karabinów zostały przysypane piaskiem podczas prac inżynieryjnych. Drobiny dostały się do mechanizmu i zablokowały suwadło. Nie obyło się bez kilku soczystych słów zawiedzionych kadetów. Instruktorzy szybko zainterweniowali rekwirując niewykorzystane naboje, aby następnie przekazać je wybrańcom, którzy podczas okopywania się uważali gdzie wyrzucają piasek. Na kolejnych zajęciach z pewnością nie powtórzymy swojego błędu.

 

 

 

Powroty z placu ćwiczeń należą do najprzyjemniejszych, tony piasku jakie na sobie przynieśliśmy zostają porzucone pod prysznicami i na korytarzach.  Błoga radość z czystości ciała zostaje przerwana gdy przychodzi czas na sprzątanie koszar i czyszczenie broni. Mimo wszelkich niedogodności zajęcia na placu ćwiczeń dają nam dużo satysfakcji. 

 

 

 

Plac ćwiczeń jest dla nas jak ogromna księga z której każdego dnia wyciągamy nową naukę i co najważniejsze stosujemy ją w praktyce – terenoznawstwo nauczane w sali wykładowej nigdy nie będzie tak atrakcyjne i zapadające w pamięć jak zajęcia w terenie - realna konieczność obliczenia odległości od celu na podstawie wzoru wśród wybuchających środków pozoracji pola walki. Marsze w szyku ubezpieczonym okazują się bardziej zawiłe od teorii przedstawionej w książce – w czasie kolejnych zajęć poznamy ich tajniki i doprowadzimy tą trudną sztukę do perfekcji !

 

 

 

 

 

 cz.III

 

Życie codzienne

 

 

 

 

Chociaż ciężkie czasy służby zasadniczej minęły i wiele zasad życia koszarowego uległo zmianie, to nasza służba przygotowawcza do NSR w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu to nie pobyt w hotelu ani wczasy. Życie codzienne toczy się według ustalonego dla naszej jednostki porządku dnia oraz zgodnie z regulaminem wojskowym.

 

 

W wojsku przekonujemy się czym jest terminowość i dyscyplina. 5.30 dla studentów to godzina, o której albo wracają z imprezy, albo się uczą, albo przewracają we śnie na drugi bok. Dla nas - kadetów już od ponad miesiąca jest początkiem dnia. 10 minut po pobudce, pozostawiwszy łóżka na wietrzenie, idziemy na tzw. poranny rozruch fizyczny, co oznacza przebiegnięcie trzech kilometrów po wyznaczonej trasie. Czasu na poranną toaletę jest niewiele, ale wystarczająco żeby się wyrobić. Okazuje się, że dziewczyny, które przed pobytem w wojsku potrzebowały dwóch godzin na przygotowanie się do wyjścia potrafią uwinąć się w 10 minut. Pomagają w tym niewątpliwie przepisy Regulaminu Oggo SZ, który zabrania stosowania wyrazistego makijażu i nakazuje mieć włosy krótkie lub krótko upięte.

Po porannej toalecie i pościeleniu łóżek wojskowych, idziemy na śniadanie. Po posiłku mamy trochę czasu na przygotowanie się do zajęć: zabranie toreb polowych na zajęcia czy broni i oporządzenia na szkolenie strzeleckie lub szkolenie na placu ćwiczeń taktycznych.Tegoroczne lato jest wyjątkowo upalne, dlatego z zajęć wracamy zmęczeni. Wysoka temperatura w auli również daje się we znaki i wbrew pozorom, zajęcia

W pierwszym miesiącu szkolenia popołudniami, po obiedzie zazwyczaj przygotowywaliśmy się do przysięgi. Teraz o tej porze dnia zwykle mamy samokształcenie. W tym czasie powinniśmy się uczyć z poprzednich tematów, przygotowywać na następne lub czytać regulamin. Jednak po wyczerpujących zajęciach czasem trudno jest nam się skupić, powieki są ciężkie, a głowa sama opada. Mimo wszystko dajemy radę.

 

Na kolację idziemy po godz. 18.00. Po tym posiłku jest trochę czasu wolnego, który każdy może wykorzystać dowolnie. Niektórzy spędzają go na rozmowach telefonicznych z rodziną, dziewczynami i chłopakami czy znajomymi. Część z nas czyta książki, część idzie do świetlicy obejrzeć telewizję albo zagrać w bilard lub piłkarzyki. Mamy też pozwolenie na wyjście na boisko i bieżnię Lądowego Toru Przeszkód. Chłopaki najczęściej grają w piłkę, a amatorów biegania znajdziemy wśród obydwu płci. Nieocenioną zaletą jest jednak możliwość porozmawiania z koleżankami i kolegami ze swojego oraz innych plutonów, na co w ciągu dnia nie ma zwykle czasu. Ten czas to miła odskocznia od rygoru dnia codziennego. Kiedy czas na rozrywkę się kończy, zabieramy się za sprzątanie rejonów: sal żołnierskich oraz wspólnych części pododdziału.

Czasu na toaletę wieczorną jest nieco więcej niż na poranną. Każdy jednak stara się uwinąć jak najszybciej, żeby wszyscy zdążyli przed rozliczeniem wieczornym. Na apelu przed capstrzykiem podoficer dyżurny omawia plan na poranek w dniu następnym i sprawdza porządki w izbach. O godz. 21.30 służba dyżurna ogłasza capstrzyk, w każdej sali gaśnie światło, bo każdy z nas chce spać jak najdłużej, żeby mieć siły na następny dzień.

W zmaganiu się z problemami, z pozoru może prozaicznymi, ale ważnymi dla naszego sprawnego funkcjonowania w Centrum, są dwa organy wyłonione spośród samych kadetów: mąż zaufania i rada konsumencka. Uwagi w kwestii żywienia zgłaszamy radzie konsumenckiej, a z każdą inną sprawą możemy śmiało iść do naszego męża zaufania.

 

Początki w wojsku są zawsze trudne. Trzeba przystosować się do narzuconych z góry reguł, które często mijają się z naszymi przyzwyczajeniami ze środowiska cywilnego. Z każdym upływającym dniem jest jednak lepiej: doszliśmy do wprawy w ścieleniu łóżek i przebieraniu się, przestawił nam się zegar biologiczny i bez problemu zasypiamy o 21.30 i budzimy się o 5.30, przyzwyczailiśmy się do wysiłku fizycznego i porannego biegania, do bycia zmęczonymi. Konieczność podporządkowania się bywa trudna do zrealizowania, ale z całą pewnością kształtuje charakter i dyscyplinuje. A o to przecież, między innymi, w wojsku chodzi.

 

 

 

cz. IV

 

 

Ostatni miesiąc służby przygotowawczej w Centrum

 

 

 

Sierpień 2014r. w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu przeminął niezauważenie - miesiące w trakcie służby przygotowawczej do NSR tracą znaczenie.

 

Od dnia przysięgi najważniejszym punktem odniesienia jest piątek, bo jeśli udało się zaliczyć wszystkie testy  i zrealizować zadania - szczęśliwi jedziemy na przepustkę. W przeciwnym wypadku czeka nas weekend spędzony na pododdziale. Wiadomo, że prawie każdy chce jechać do domu, ale z doświadczenia wiemy, że wolne dni na kompanii upływają zupełnie inaczej niż te szkoleniowe.  Mamy wtedy czas, żeby odpocząć, nadrobić zaległości w nauce, popracować nad kondycją na stadionie czy siłowni, poczytać książki czy zwyczajnie porozmawiać ze sobą.

 

Nasze doświadczenie wojskowe nie jest jeszcze zbyt duże, ale z całą pewnością większość z nas bardzo się zmieniła od początku lipca – często ze śmiechem wspominamy nasze wpadki z okresu unitarnego, gdy jako nowo przyjęci ze strachem i niepewnością odnosiliśmy się do naszych przełożonych oraz siebie nawzajem. Od tamtego czasu odbyliśmy dużo zajęć teoretycznych i praktycznych i wiele się nauczyliśmy, co zdecydowanie podniosło naszą wojskową pewność siebie. Podczas wyczerpujących ćwiczeń na placu ćwiczeń taktycznych niejednokrotnie przekraczaliśmy granice swojej wytrzymałości - to zdecydowanie był dla nas powód do dumy.

 

Nasze doświadczenie wojskowe nie jest jeszcze zbyt duże, ale z całą pewnością większość z nas bardzo się zmieniła od początku lipca – często ze śmiechem wspominamy nasze wpadki z okresu unitarnego, gdy jako nowo przyjęci ze strachem i niepewnością odnosiliśmy się do naszych przełożonych oraz siebie nawzajem. Od tamtego czasu odbyliśmy dużo zajęć teoretycznych i praktycznych i wiele się nauczyliśmy, co zdecydowanie podniosło naszą wojskową pewność siebie. Podczas wyczerpujących ćwiczeń na placu ćwiczeń taktycznych niejednokrotnie przekraczaliśmy granice swojej wytrzymałości - to zdecydowanie był dla nas powód do dumy.

 

 

 

Oprócz tego rodzaju szkolenia na przełomie sierpnia i września często jeździliśmy na strzelnicę. Na początku uczyliśmy się wykonywania łącznych czynności do strzelania bez amunicji bojowej. W programie szkolenia zostały przewidziane dwa  strzelania:  nr 1-  na celność i skupienie w dzień oraz nr 2 – do celów pojawiających się w dzień i w nocy.  Wielu z nas podczas tego szkolenia miało pierwszą w życiu okazję do prawdziwego strzelania. Emocje były duże. Nie każdemu od razu poszło dobrze, ale z kolejnymi próbami jest coraz lepiej. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak strzelanie nocne - zgranie przyrządów celowniczych w ciemności nie jest łatwe.

 

Strzelanie jest emocjonujące, ale prawdziwą adrenalinę poczuliśmy podczas zajęć z wysadzania materiałów wybuchowych, które odbyły się na placu ćwiczeń taktycznych 2 Mazowieckiego Pułku Saperów w Kazuniu. Z powodu ryzyka towarzyszącego tym ćwiczeniom przed przystąpieniem do nich musieliśmy zaliczyć szczegółowy sprawdzian z zasad bezpieczeństwa, wysadzania i budowy spłonki oraz lontu. “Afganistan mnie nie zabił, więc głupio by było tutaj zginąć” - mówił starszy sierżant Kaźmierczak, kierownik zajęć, tłumacząc dlaczego bezpieczeństwo jest takie ważne.

 

Wysadzanie trotylu przebiegło bezpiecznie i bez zakłóceń. Krew za to polała się podczas praktycznych zajęć medycznych. Naszym zadaniem było odegrać role ratowników i grupy uderzeniowej, która musi opatrzyć rany i ewakuować rannych z pola bitwy. Krew była oczywiście sztuczna i miała dodać sytuacji dramaturgii oraz uczynić ją bardziej realną. Dla ogromnej większości z nas był to pierwszy kontakt z mundurem spływającym krwią i panikującym poszkodowanym. Trudność polegała nie tylko na zatamowaniu krwawienia i zaopatrzeniu ran, ale również na wykonaniu tego w odpowiednim czasie i zorganizowanie możliwie bezpiecznych warunków. “Dobry ratownik to żywy ratownik” - to motto medyków powtarzaliśmy jak mantrę. W medycynie pola walki najistotniejsze jest wczesne zatrzymanie krwotoków, dlatego zakładanie stazy taktycznej w różnych warunkach - z zawiązanymi oczyma, jedną ręką bądź w nienaturalnej pozycji - powtarzaliśmy wielokrotnie. Kierownik zajęć, starszy kapral Łukasz Witkowicz podkreślał  kilka razy jak ważne jest udzielenie pierwszej pomocy jeszcze przed przybyciem specjalistów.

 

Jako żołnierze Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki, musimy co jakiś czas pełnić służbę w  pododdziale alarmowym – wojskowym organie porządkowym, spełniającego ważną rolę w systemie ochrony i obrony obiektów wojskowych, a przeznaczonym także do utrzymania dyscypliny i porządku. Chętnych jest wielu, wymagania wygórowane – biegła znajomość prawa użycia broni oraz opanowanie instrukcji pełnienia tego rodzaju służby. W ciągu tych 24 godzin możemy odwiedzić dotychczas nieznane nam budynki Centrum chodząc w patrolach oraz brać udział w podniesieniu i opuszczeniu flagi państwowej przed sztabem.

 

Równie ważna jest służba podoficera dyżurnego kompanii. Taka osoba wspólnie z dwoma dyżurnymi odpowiada za porządek i dyscyplinę na pododdziale, musi w każdej chwili wiedzieć co robią i gdzie są żołnierze, pilnować przestrzegania wyznaczonego porządku dnia oraz doskonale znać zasady alarmowania kompanii. Do tych obowiązków dochodzą pozostałe zadania zlecone przez dowódcę kompanii, a czasem również przez komendanta Ośrodka Szkolenia Podstawowego.

 

Wrzesień będzie obfitował w ciekawe wydarzenia: niedługo czekają nas obchody święta Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki oraz 95-lecia szkolenia kadr łączności w Zegrzu. Jednostka jest w trakcie przygotowań na przyjęcie wielu ważnych gości, a my - kadeci oraz żołnierze przebywający w CSŁiI na kursach ćwiczymy do uroczystości. Następnie w Centrum odbędą się Mistrzostwa Dowództwa Generalnego RSZ w pięcioboju wojskowym. Spośród kadetów oddelegowano 9 osób do startu w zawodach. Przez ostatnie 2 tygodnie każdy z nich realizował indywidualny plan treningowy, którego zadaniem było doskonalenie formy przed Mistrzostwami. “Myślę, że będzie to doskonała okazja by sprawdzić swoja wytrzymałość i przeżyć niesamowitą przygodę. Najbardziej nieprzewidywalny jest Lądowy Tor Przeszkód - w przypadku błędu można tam stracić dużo czasu i tego najbardziej się boję” - stwierdził Piotr, kadet i student AWF. W skład pięcioboju wchodzą takie konkurencje jak: rzut grantem (na odległość i celność), strzelanie (na celność i skupienie), wodny tor przeszkód o długości 50m oraz bieg na 8 km. Żołnierze rywalizują w  klasyfikacji indywidualnej i drużynowej. Z naszych 9 śmiałków w przyszłym tygodniu zostanie wybrana drużyna złożona z czterech kadetów - będą oni reprezentować Centrum, pozostali wezmą udział w rywalizacji indywidualnej. W zeszłym roku na zawody przyjechało ponad 100 żołnierzy reprezentujących 13 jednostek wojskowych z całej Polski.

 

Zarówno święto jednostki jak i Mistrzostwa będą ważnymi wydarzeniami, dla nas jednak najistotniejsze będą egzaminy kończące szkolenie podstawowe w czasie służby przygotowawczej do NSR. Coraz bardziej nerwowo powtarzamy zagadnienia, które pojawią się na części teoretycznej oraz praktycznej, trenujemy również do sprawdzianu z wychowania fizycznego. Od ocen uzyskanych na egzaminach może kiedyś zależeć nasza kariera w wojsku, dlatego presja jest duża. Mamy nadzieję i robimy wszystko, aby poszło nam jak najlepiej.

 

 

 

 

 

 cz. V

 

 

Dowódca z charakterem

Na kształt naszej służby największy wpływ mają przełożeni. Zapytałem jednego z nich jak bardzo zmienił nas czas spędzony w jednostce oraz jakie są korzenie jego niepowtarzalnej metodyki dowodzenia. O tym i wielu innych sprawach w rozmowie ze starszym chorążym sztabowym Albertem Drewinem, dowódcą 13 plutonu Ośrodka Szkolenia Podstawowego Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki. 

Jacy powinniśmy być po odbyciu tego szkolenia – czy ma Pan chorąży wzór idealnego absolwenta? 

Trzy miesiące to nie jest długi okres. Staraliśmy się głównie wpoić wam podstawy  regulaminu. Regulamin i jeszcze raz regulamin – bez tego zabraknie dyscypliny i rygoru wojskowego. Jesteśmy zobowiązani wypuścić z tego miejsca osobę, która będzie znała zasady żołnierskiego zachowania się. Potrafisz sobie wyobrazić jaki wstyd byłby, gdybyście w swojej dalszej drodze w wojsku nie potrafili oddać honorów lub zameldować się?

Dodatkowo, w programie mieliście ujęte podstawy taktyki, choć tutaj musisz zrozumieć jedną rzecz – rozjedziecie się po różnych jednostkach, wszędzie tam będziecie uczyli się dokładniej innego rodzaju taktyki – to wszystko zależy od specyfiki danej jednostki, i dlatego zależało nam abyście poznali tylko jej fundamenty.

Oczywiście wojsko to też szkolenia strzeleckie, nikt was nie wypuści z Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki bez znajomości zasad bezpieczeństwa na strzelnicy, wyniki też są ważne, choć mam świadomość, że nie wszyscy będziecie snajperami.

To wszystko sfera umiejętności, a co z charakterem, czy jakaś zmiana w tym względzie również nastąpiła?

Wy jako młodzi ludzie przychodzicie tutaj z negatywnymi cechami charakterystycznymi dla waszego pokolenia – szczególnie tępiłem roszczeniowość, mało który z was miał świadomość, że na wszystko musicie sami zapracować.

Myślenie! Na początku oczekiwaliście, że ktoś będzie myślał za was – to wasz największy błąd! W wojsku nie ma miejsca na mamę, ciotkę czy kochankę, która będzie wam pomagała, musicie być świadomi, że każda akcja powoduje reakcję i jeśli jej nie przemyślicie wcześniej, możecie popełnić błąd – to jest właśnie rzeczywistość wojskowa, mieliście prawo do błędów na początku, teraz zostaliście tego pozbawieni. Tutaj nie ma miejsca na wątpliwości, każda decyzja powinna być wyuczona i przyswojona.

Przybywamy z całej Polski, z różnych środowisk i z różnymi doświadczeniami, podczas szkolenia niejednokrotnie byłem świadkiem gdy zwracał Pan uwagę na wrażliwość patriotyczną żołnierzy, dlaczego jest ona tak istotna?

Niestety, jest mi z tego powodu bardzo przykro – młodzi ludzie nie mają tego w nawyku, objawia się to na przykład w trzymaniu beretów gdzieś po kieszeniach, pogniecionych, bez zauważania że jest na nich orzeł – ten sam, o którego walczyli nasi ojcowie i dziadkowie, powinno to być uwydatnione! Również bardzo zwracam uwagę na szacunek do mundurów – powinniśmy być wdzięczni, że możemy w nich chodzić, a nie trzymać ręce w kieszeniach jak w pierwszych lepszych dresach na osiedlu.

To wam młodym gdzieś ucieka, jesteście w szkołach za bardzo nafaszerowani i, mówiąc kolokwialnie, macie dość teorii patriotyzmu i odmieniania słowa „Ojczyzna” przez wszystkie możliwe przypadki. Moim zdaniem w środowisku, w którym przebywacie brakuje wam po prostu autorytetów. Nie myślę tu o jakiś odległych celebrytach, ale o kimś kogo widzicie na co dzień, od kogo możecie czerpać pozytywne wzorce. To bardzo istotne, bo to cecha, o której trudno mówić bez pokazania właściwego przykładu.

Czy w czasie dłuższej zasadniczej służby wojskowej te wzorce były znajdowane?

Po co przychodzę do wojska – zasadnicze pytanie, które każdy z was musi sobie zadać. Macie w rodzinie nakreślone charaktery wychowania i tutaj mamy ograniczone pole manewru, możemy tylko doszlifować pewne elementy. Służba zasadnicza, od waszej różniła się tylko długością i wolną wolą.

Przychodząc tutaj macie, jak już mówiłem, nakreślone zasady etyczne, moralne. Jeśli są zbieżne z wymaganiami wojska to zostaną tylko wzmocnione, ale jeżeli ktoś przyszedł tutaj bo słyszał, że w wojsku się pije, że łatwa praca i lekkie pieniądze to się bardzo pomylił. Takie nastawienie nie zrobi z młodego człowieka żołnierza, nawet gdybyśmy się bardzo starali lub dyscyplinowali was. Niestety, nie wszyscy przychodzą tutaj z pasją, widać to na szkoleniu – człowiek z pasją staje i wchłania wiedzę jak gąbka wodę, jest ciekawy, zadaje pytania i nie trzeba mu dwa razy powtarzać co ma zrobić. Taka osoba znalazła się we właściwym miejscu, nie popełnia błędu przychodząc na szkolenie.  Niestety sami widzicie, że nie wszyscy tacy są – czasami mam wrażenie że niektórzy są tutaj z przymusu.

Pamiętam pierwsze spotkanie z Panem w dniu wcielenia; szeregowy który nas odprowadzał ze stołówki na pododdział powiedział – „Jak do niego trafisz, będziesz miał ciężką służbę, ale się dużo nauczysz”. Zacząłem się wtedy zastanawiać czego oczekuję od szkolenia. Wielu kadetów każdej nocy przeklina moment, w którym zostali przyjęci do XII (13 plutonu), a jeszcze więcej jest takich, którzy przeklinają, że tam nie trafili. Jest Pan postacią skrajności – jedynym dowódcą, który je posiłki z żołnierzami, sam nadaje im ksywki, nie chowa się, gdy trzeba nałożyć ubranie ochronne OP-1 w czasie alarmu. A z drugiej strony jest Pan największym postrachem żołnierzy, wymagającym i nieprzyjmującym głupich tłumaczeń dowódcą.

Dowódca zdobywa szacunek wtedy kiedy potrafi pokazać, że jest na czele – ubiera się razem z wojskiem, biega z wojskiem, jest zawsze tam, gdzie jego żołnierze. Lubię siadać przy jedzeniu z moimi podwładnymi, mogę ich wtedy lepiej poznać, dowiedzieć się jakie mają problemy i jak im pomóc. Ważne dla mnie jest, aby podwładni wiedzieli, że bez przeszkód mogą się do mnie zwrócić, nawet podczas posiłków – chce im to umożliwić i być blisko nich – po prostu taki jestem.

To też niezwykle istotne aby pokazać żołnierzom, że nie wymagam od nich niestworzonych rzeczy. Skoro ja – człowiek dużo starszy od nich – potrafię założyć w ciągu tych 9 minut kombinezon to oni, widząc to, mają większą motywację.

Faktycznie, mój pluton trochę rzadziej wychodzi z pododdziału na przepustki. Wynika to tylko z zasad jakie na początku przyjęliśmy, nie stosowali się do nich – musieli zostać, to chyba jasne, prawda?

Wychodzę z bardzo prostego założenia – do nagród, posiłków dowódca zawsze idzie ostatni, a w boju czy na ćwiczeniach musi być zawsze na czele. Zostawałem z nimi po godzinach by pomóc im nadrobić niedociągnięcia – sam sobie musiałem nałożyć karę, sądzę że to jest sprawiedliwe.

Skąd taka metodyka pracy, czy to zasługa książek, czy poprzednich dowódców?

Idee dowodzenia nakreślił mi mój były dowódca kompanii major Cezary Semeniuk, on wskazał mi drogę, do której później dzięki osobistym doświadczeniom dołączyłem kolejne zasady.

„Trzynastka” dzięki temu jest trochę inna, wyróżnia was specyficzna obrzędowość, istnieje pewien język plutonu, tylko wam znany. Co pozytywnego wnosi do szkolenia taki swoisty „duch” plutonu?

Łączy nas wiele więcej, nie jesteśmy tylko zbieraniną przypadkowych osób – jesteśmy „parszywą trzynastką” (śmiech). Ważne jest dla mnie aby wszyscy dobrze zapamiętali okres spędzony tutaj i dobrze się czuli w grupie jaką tworzymy, to pomaga nam się zjednoczyć i dać z siebie wszystko – efektem może być np. zwycięstwo w konkursie pieśni marszowej czy wysokie wyniki w strzelaniu lub zajmowanie czołowych miejsc w szkoleniu. Jednocześnie, nie wiem czy zauważyłeś, ale w dniu urodzin żołnierza zawsze składam mu życzenia na porannej zbiórce. Staram się by poczuł się ważny i wiedział, że nie jest tutaj sam, ale ktoś o nim pamięta nie tylko jako o numerze z dziennika, stąd też indywidualne ksywki. Dla mnie wszyscy są jednakowo ważni, nie ma gorszych i lepszych, cały pluton musi równać w górę.

Pańscy żołnierze mówią, że potrafi Pan wycisnąć z nich 110%, dokonują niemożliwego zbliżając się do granic własnych możliwości – jak Pan ich do tego motywuje?

Żołnierz musi być szanowany, jeżeli zwracam mu uwagę musi wiedzieć dlaczego, po co i w jakim celu. Nie może być źle dowodzony – jeżeli nie wie jaką czynność ma wykonać to kręci się i z nudów zaczyna źle myśleć, narzekać, a czasem i głupie pomysły przyjdą mu do głowy.

Mobilizacją nie może być brak szacunku lub wytykanie błędów – przypominanie, że jest najgorszy, najsłabszy – wszyscy muszą być tak samo traktowani, bez względu na dodatkowe cechy. Jeżeli żołnierz wie, że jego dowódca liczy na niego, że mu zależy, aby ten poprawił się w ćwiczeniach - to zawsze motywuje, prawda? Takim przykładem może być jeden z moich kadetów, przyszedł tutaj z  nadwagą – dałem mu ksywkę „Misiek”, bo rzeczywiście tak wyglądał, nie miał nic przeciwko – wiedział co powinien z sobą zrobić i z pomocą plutonu, z każdym tygodniem, miesiącem dawał z siebie więcej. Początkowo miał trudności by przebiec jedno kółko na zaprawie, teraz biega razem ze wszystkimi cztery.

Cieszą mnie sukcesy moich podwładnych, a z „Miśka” jestem naprawdę dumny. Również zadowolony jestem, gdy prześcigają mnie oni w awansach. Jeden z nich jest teraz majorem, od czasu do czasu się widzimy, wiem co się z nim dzieje, podobnie jak z innymi moimi byłymi podwładnym, którzy teraz są rozsiani w jednostkach po całej Polsce.

Jak zdążyłem się dowiedzieć już od prawie dwudziestu lat służy Pan jako dowódca. Wypalenie zawodowe to słowa Panu obce?

Mam nadzieję, że przynajmniej pięć lat będę służył w wojsku. Ogromną satysfakcje sprawia mi fakt, że udało mi się wyszkolić nowych żołnierzy, którzy mają szacunek do siebie, dla swoich dowódców, symboli narodowych i przede wszystkim wiedzą czego chcą od życia. Każdy nowy turnus to nowa energia do pracy, na emeryturę jeszcze nie czas! (śmiech).

Czego życzyłby Pan kadetom, po ukończeniu szkolenia podstawowego?

Zawsze życzę tego samego – obyście mieli takich podwładnych, jakimi sami byliście.  Domyślacie się o co mi chodzi, prawda? 

 

Rozmawiał

szer. kdt. Krzysztof Berg

 

 

***

Starszy chorąży sztabowy Albert Drewin urodził się 21 kwietnia 1971 roku w Radomiu. W latach 1989-1992 służył w Centralnym Ośrodku Szkolenia Wojsk Łączności w Legnicy. Następnie został wyznaczony na stanowisko starszego technika w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu. Od 1997 roku służył w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu na następujących stanowiskach: dowódca plutonu Szkoły Chorążych, dowódca kursu Szkoły Młodszych Specjalistów, starszy instruktor w Zespole Szkolenia Ogólnowojskowego oraz dowódca grupy szkoleniowej. Ostatnie jego stanowisko na którym jest obecnie to dowódca plutonu szkolnego w Ośrodku Szkolenia Podstawowego.

Posiada uprawnienia instruktora strzelań z broni sportowej i bojowe oraz sędziego strzelań – (pistolet, karabin, klasyfikacja).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ministerstwo Obrony Narodowej
Katalog stron wojskowych